O naprotechnologii zrobiło się ostatnio bardzo głośno. Przyczyniła się do tego aktorka Małgorzata Kożuchowska, która otwarcie przyznała, że to właśnie dzięki tej metodzie zaszła w ciążę. Drugą przyczyną zamieszania wokół naprotechnologii jest wycofanie się rządu z programu finansowania in vitro i zastąpieniem go nowym programem opartym na naprotechnologii. Jednak niewiele osób wie, czym dokładnie jest naprotechnologia.

Nazwa tej metody wywodzi się od skrótu angielskich słów Natural Procreative Technology (Metoda naturalnej prokreacji). W głównej mierze naprotechnologia opiera się na naturalnych sposobach planowania rodziny – takich, które dopuszcza kościół katolicki. Naprotechnologia polega w głównej mierze na obserwowaniu swojego organizmu oraz dbaniu o zdrowy styl życia. Głównie opiera się o obserwację śluzu, temperatury oraz samopoczucia kobiety. Podkreślane są również takie czynniki jak zdrowa dieta czy brak stresu. Wielu specjalistów uważa jednak że naprotechnologia nie jest metodą leczenia, lecz sposobem na planowanie rodziny, w którym wykorzystuje się obserwację płodności kobiety.

Naprotechnologia jest przeznaczona w głównej mierze dla osób, których niepłodność jest wyleczalna – czyli dla ok 40% wszystkich niepłodnych par. Nie będzie skuteczna u kobiet z niedrożnością jajowodów i w przypadku wielu innych kobiecych schorzeń.

Metoda naprotechnologii opiera się o pięć głównych zasad: obserwację, zapisywanie jej wyników, diagnostykę wstępną, rozpoznanie przyczyn niepłodności i w końcu oczekiwanie na poczęcie.