„Oczami maluszka” to seria książeczek, którą po prostu warto mieć. A że są czarno- białe? To bardzo dobrze!
Okazuje się bowiem, że przez pierwsze tygodnie życia, gdy zmysł wzroku dopiero się rozwija, maluchy preferują czarno- białą kolorystykę, kontrastowe zestawienia, duże wzory. Wniosek jest więc jeden- stymulując rozwój dziecka, nie warto sięgać po pstrokaciznę. Wprost przeciwnie- teraz najlepiej sprawdzą się proste rozwiązania.
„Oczami maluszka” to seria książeczek, której bazą są czarno- białe ilustracje. Z czasem, gdy maluch rośnie, to i jego biblioteczkę wzbogacają kolejne kolory (żółty, czerwony, różowy, niebieski) i wzory. Ale reguła jest wciąż ta sama. Nie o feerię barw tutaj chodzi (wszak nic z niej nie wynika). A o co? O to, żeby jak najlepiej kształtować rozwój maluszka od pierwszych chwil życia, by wprowadzanie kolejnych kształtów i kolorów po prostu miało sens i rzeczywiście pozwalało stymulować rozwój niemowlęcia.
A jak korzystanie z książeczek wygląda w praktyce? Czy zastosowanie założeń psychologii rozwojowej sprawdza się na co dzień? Odpowiedź jest jedna- absolutnie tak!
To prawdziwy hit wśród niemowląt, naprawdę! Dzieciaki wpatrują się w rysunki jak zaczarowane! I trudno się temu oczarowaniu dziwić, skoro książeczki mają bardzo dużo atutów. Duże, kontrastowe obrazki- to jedno, twarde, tekturowe karteczki- to drugie, dostosowanie do kolejnych etapów życia maluszka- to trzecie.
My po raz pierwszy wypróbowaliśmy książeczki jakieś pół roku temu. Sprawdziły się i od tego momentu właściwie się nie rozstajemy. Jakiś czas temu podsunęliśmy naszemu dziecku inną, bardziej kolorową bajeczkę- nie tylko „rysunkową”, ale też z warstwą leksykalną. Przyciągnęła uwagę, ale na krótko. W „Moją pierwszą książeczkę”, w „Kwiatki” czy w „Groszki” może się za to wpatrywać bez końca, wesoło przy tym gwarząc. Trudno o lepszą rekomendację.
Po raz kolejny okazuje się więc, że mniej znaczy więcej! W prostocie siła? Zdecydowanie tak!





