Prawie połowa porodów w Chinach odbywa się przez cesarskie ciecie. Często bez potrzeby – alarmują eksperci z WHO na łamach pisma „The Lancet”.
Z raportu WHO wynika, że w wielu krajach liczba wykonywanych zabiegów osiągnęła już „rozmiary epidemii”. Wszelkie rekordy biją jednak Chiny, gdzie cesarskie cięcie jest wykonywane aż w 46 proc. przypadków. Jedna czwarta zabiegów nie jest medycznie uzasadniona. WHO ostrzega, że kobiety, które rodzą przez cesarskie cięcie, gdy nie jest to konieczne częściej wymagają transfuzji krwi i są bardziej narażone na komplikacje, które mogą prowadzić do usunięcia macicy. Istnieje też większe ryzyko zgonu przy porodzie. Z amerykańskich badań wynika z kolei, że dzieci, które urodziły się przez cesarskie cięcie częściej mogą mieć problemy z układem oddechowym.
Choć przyczyny tak wysokiej liczby zabiegów nie były dokładnie analizowane, z danych WHO wynika, że ponad 60 proc. szpitali w Azji wykonuje cesarskie cięcia ze względu na korzyści finansowe. Wiele kobiet w Azji prosi też o cesarkę w obawie przed bólem, który kojarzy im się z naturalnym porodem lub chcąc wybrać dzień narodzin po uprzedniej konsultacji ze specjalistą od wróżb. Są też panie, które wolą iść pod nóż, gdyż wydaje im się, że wiąże się to z mniejszym ryzykiem.
W różnych krajach przyczyny są jednak różne. Wysoki odsetek porodów przez cesarskie cięcie występuje również w Wietnamie (36 proc.), Tajlandii (34 proc.), a także w Ameryce Południowej i USA (nieco ponad 30 proc.).



