Firma Wallaboo Polska przysłała do redakcji baby-shower przytulanki. Cel – testy. A więc testujemy.
A właściwie nie tyle my, co nasze pociechy. Ale najpierw rzut oka młodej mamy, która zawsze i wszędzie, jakby nie ufając opinii producentów, sprawdza, czy zabawki są na pewno bezpieczne dla tych najmłodszych i najbardziej ciekawych świata szkrabów. I czy oby na pewno nie ma tam elementów, które bobasy mogą urwać, wsadzić do buzi, noska czy ucha. I tutaj bardzo miłe zaskoczenie – Przytulanki Wallaboo są naprawdę bezpieczne! A przy tym i niezwykle miłe w dotyku. Nic dziwnego, że jak bobas weźmie ją do rączki, to już wypuścić nie chce:)
Już na pierwszy rzut oka widać, że Przytulanki zostały wykonane tak, aby mali odkrywcy świata mieli z nimi sporo zabawy i by maluchy mogły je samodzielnie chwycić w rączki i tarmosić nimi, ile chcą. I tak to właśnie wyglądało u nas! Chłopczyk bawił się maskotką długo, wytrwale, pokazując, gdzie piesek ma oczko, a gdzie nosek i gdzie uszko. A zainspirowany zielonym pieskiem zaczął naśladować odgłosy rozmaitych zwierzątek, by wreszcie błogo zasnąć, nie wypuściwszy zwierzaka z rąk. Ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu, gdy maluch zbudził się po blisko 1,5 godzinnej drzemce, nie był przegrzany. A to jednoznaczny dowód, że materiał, z którego są wykonane Przytulanki Wallaboo, doskonale przepuszcza powietrze.
Wiemy to z doświadczenia własnego, a właściwie z doświadczenia pociech – Przytulanki Wallaboo świetnie spełniają się w roli poduszeczek (są płaskie), przytulanek i zabawek edukacyjnych. Bawią i te najmłodsze, i te nieco starsze bobasy. Idealnie sprawdzają się w domu i w czasie podróży.
Nasza ocena – 5/5
Polecamy!





