Zaufanie do procesu porodu i umiejętność dostrojenia się do dziecka sprzyjają porodom i sprawiają, że jest on doświadczeniem, które daje możliwość wzmocnienia siebie.
Zamiast uciekać od tych lekcji, my, kobiety, jeżeli tylko jesteśmy gotowe je przyjąć, możemy się z nich wiele nauczyć. Wspomniana wcześniej dr med. Bethany Hays jest matką trzech synów. Przekazała mi takie oto refleksje na temat bólu porodowego oraz sposobów radzenia sobie z nim: „Wydawało mi się kiedyś, że poród jest jedynie sprawą radzenia sobie z bólem oraz lękiem przed nim. Wiedziałam, że ból porodowy miał zupełnie inną jakość od każdego innego rodzaju bólu doświadczanego przez ciało. Nigdy nie podpisywałam się pod teorią, że ból porodowy jest rodzajem kary. Szukałam naturalnego i sensownego jego wyjaśnienia. Nie wierzyłam bardziej w to, że ból porodowy był kaprysem Matki Ziemi niż, że jest on karą od Boga.
Każdy inny rodzaj bólu pojawia się, by poinformować nas, że coś jest nie w porządku. 'Przestań chodzić, masz kawałek szkła w stopie’. 'Nie jedz chili, masz po nim zgagę’. Wiedziałam, że przyczyna bólu porodowego, przynajmniej w większości przypadków, nie jest związana z tym, że coś jest nie w porządku. Fizyczny proces porodu jest zupełnie normalny i doskonale zaprojektowany przez naturę w sposób, który zapewnia bezpieczny poród noworodka z minimalną traumą dla matki. Ból stanowił część tego planu i by zrozumieć cel jego istnienia, musiałam przyjrzeć się mu w takim kontekście.
Obserwując kobiety w ciąży, zaczęłam rozumieć, że natura musi mieć jakiś sygnał, dzięki któremu kobiety mogą przerwać pracę, którą wykonują, znaleźć bezpieczne miejsce do porodu i zebrać wokół siebie ludzi, którzy jej pomogą. W przypadku niektórych kobiet nie zadziałałoby nic o mniejszej sile od uderzenia młotem. Musiał to być sygnał, którego nie dało się zignorować, ale który nie pozbawiał matki możliwości uczestniczenia w porodzie, jeżeli wymagały tego od niej okoliczności”.
Bez wątpienia ból porodowy jest mocnym sygnałem, który mówi: „Przestań robić to, co robisz i bądź czujna”. Wbrew kulturowemu przekonaniu, że „cierpienie uszlachetnia”, które prowadzi często do wyrządzania sobie krzywdy, ból porodowy jest zupełnie innym rodzajem bólu. Gdy kobieta przestała wykonywać swoje zadania, znalazła grupę wspierających ją ludzi i dotarła w bezpieczne miejsce, nadszedł czas, by wykorzystać ból porodowy w jakimś innym celu. Dr Hays sugeruje, że w tym momencie ból jest czymś, na co trzeba sobie pozwolić i wskazuje, że jednym ze znaczeń słowa cierpienie [ang. suffer] jest „pozwalanie” [ang. to allow], tak jak w przypadku Chrystusa, który mówi: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”* [ang. Suffer the little children to come unto me].
Po znalezieniu odpowiedniego miejsca rodzące kobiety muszą pozwolić sobie na ból. Miotanie się nie pomaga. Pomaga natomiast zanurzenie się we własnym wnętrzu. Niedawno rozmawiałam z dr Hays o bólu porodowym oraz o tym, jak pomóc kobietom pracować z tym bólem. Opowiedziałyśmy sobie kilka historii kobiet, które twierdziły, że w trakcie porodu „przeniosły się w inne miejsce”.
Dr Hays opowiedziała mi o żonie studenta medycyny, z którym kiedyś pracowała. W trakcie porodu kobieta siedziała na łóżku w słabo oświetlonym pomieszczeniu w zupełnej ciszy. Była tak skupiona, że jej matka i mąż stwierdzili, że pewnie nie rodzi. Ona jednak nie tylko rodziła, ale gdy wreszcie otworzyła oczy, powiedziała: „Wydaje mi się, że już czas przeć”.
„Po porodzie” – wyznała dr Hays – „moja ciekawość skłoniła mnie do zapytania kobiety, gdzie była, gdy powiedziałam jej, żeby udała się 'w jakieś inne miejsce’. [Wcześniej sprawiała wrażenie bardzo odciętej od swego ciała, więc dr Hays powiedziała, żeby znalazła sobie wygodną pozycję, rozluźniła się i „udała się w jakieś inne miejsce”]. Jej odpowiedź była zupełnie nieoczekiwana. Powiedziała bowiem: 'Skupiałam się na bólu’. Jej odpowiedź mnie zaintrygowała. Czy kobieta może poradzić sobie z bólem porodowym w inny sposób niż mnie uczono, czyli przez odwrócenie uwagi i skoncentrowanie się na czymś innym – 'oddechu’, 'centralnym punkcie’ czy wymarzonej podróży na Karaiby? Czy może raczej skupić się na ciele – na pracy, którą wykonuje i na samym bólu?”
Dr Hays zadawała pytania wszystkim kobietom, które rodziły w ciszy i nie były zbyt aktywne. Jedna z nich powiedziała: „Po prostu skupiałam się na szyjce macicy. Starałam się ją rozewrzeć dla główki dziecka”. Wspólnym elementem tych wszystkich porodów było to, że kobiety były ze swoim bólem. Zanurzały się głęboko w siebie; do miejsca, w którym powstawał ból i pozwalały mu trwać.
Jedna z pacjentek dr Hays w odpowiedzi na pytanie: „Dokąd wędrują twoje myśli w trakcie skurczów?” opowiedziała o takim oto pięknym wyobrażeniu porodowym. „Otóż, jeśli w trakcie wysokiej fali na oceanie pozostaniesz na powierzchni, będziesz uderzać o rafy i skały, twój nos i usta napełnią się wodą i będziesz miała wrażenie, że toniesz. Jednak jeśli zanurkujesz, przytrzymasz się czegoś i pozwolisz, by fale przepływały nad tobą, będziesz mogła wynurzyć się pomiędzy nimi i wszystko będzie dobrze. Właśnie tak robiłam w trakcie porodu. Gdy pojawiały się skurcze, zanurzałam się głęboko i pozwalałam im przepłynąć”. Wyobrażenia związane z wodą są bardzo powszechne wśród kobiet opisujących poród naturalny.
Uświadomiłam sobie, że w trakcie drugiego porodu przyzwoliłam na ten proces zupełnie inaczej niż za pierwszym razem. Poród jest naprawdę procesem – z własnym rytmem i właściwym czasem na wszystko – i jest ponad nami. Dlatego też poddanie się mu – przyzwolenie, by nas zabrał – jest niezapomnianym doświadczeniem. Jest także doskonałym ćwiczeniem, związanych z rodzicielstwem, kompromisów.
Fragment książki Ch.Northrup „Ciało kobiety, mądrość kobiety” (wyd. Zacharek Dom Wydawniczy, 2010) z rozdziału 12 Ciąża i poród
Fot: Katarzyna Piwecka FOTOGRAFIA CIĄŻOWA I DZIECIĘCA Poznań www.katarzynapiwecka.pl




