Rodzice nie mają wyjścia: zmuszeni są brać kolejne zwolnienia z pracy „na chore dziecko”, a kto zaś może, angażuje dziadków, rodzeństwo, rodzinę, aby nie demontować normalnego rodzinnego rytmu dni i tygodni. Czy możliwe jest wzmocnienie dziecięcej odporności na tyle, aby maluch nie zapadał na jesienne infekcje? Odpowiada dr Anna Łęgowik – Bąk, pediatra z Centrów Medycznych Medyceusz.
Ten scenariusz powtarza się zawsze na styku jesieni i zimy. Maluszki zaczynają gorączkować, kichać, kaszleć, są osowiałe, ospałe, płaczliwe. Dla rodziców to jasny sygnał, że ich dziecko „przyniosło z przedszkola kolejną infekcję”.
– Nic dziwnego – mówi Anna Łęgowik – Bąk. – W tym czasie dzieci rzadziej przebywają poza domem, na świeżym powietrzu, a większą część dnia spędzają w zamkniętym pomieszczeniu z rówieśnikami, a jak wiadomo w tak dużym skupisku jak przedszkole o wymianę patogenów między podopiecznymi nie jest trudno.
Właśnie w okresie jesienno – zimowym spotyka się kilka czynników, które znacząco podnoszą prawdopodobieństwo infekcji. Z jednej strony niesprzyjająca dzieciom aura, która niestety z drugiej sprzyja wirusom i bakteriom. Dołączywszy do tego przebywanie w skupisku maluchów – o chorobę w tym czasie naprawdę nietrudno. Chorują osoby w każdym wieku, a co dopiero maluszki z ich naturalnie słabą, niewykształconą jeszcze odpornością.
Odporność dziecka wytwarza się „sama” – odbywa się to poprzez kontakt z patogenami. To nieodzowne, tak cudownie skonstruowany jest nasz organizm, że wraz z kolejnymi latami i następnymi infekcjami coraz skuteczniej broni się sam. Prościej mówiąc: organizm malucha musi najpierw „nauczyć” się pokonywać chorobę. To z kolei oznacza, że musi przez nie przejść. Najlepiej już… w żłobku.
– Maluchy uczęszczające najpierw do żłobka rzadziej zapadają na infekcje górnych dróg oddechowych w okresie przedszkolnym – mówi dr. Łęgowik – Bąk. – Przeciętny przedszkolak choruje na infekcje górnych dróg oddechowych kilka razy w roku. Duża częstość zachorowań na tego typu infekcje wynika z braku odporności dziecka, która jest nabywana dopiero po kontakcie z czynnikiem powodującym chorobę.
Nie oznacza to, że rodzice nie mogą w żaden sposób wpływać na odporność dzieci. Zdaniem dr. Łęgowik – Bąk jest to możliwe, choć jak sama przyznaje: istnieje duża gama domowych sposobów na podniesienie odporności, jednak ich skuteczność w większości przypadków nie jest udowodniona.
Warto jednak jej zdaniem dbać o to, aby maluch solidnie wypoczywał, odpowiednio długo spał w ciągu doby. Ponadto – mimo niesprzyjającej pogody – rodzice nie powinni rezygnować z aktywności fizycznej dziecka. Pozostaje jeszcze dieta bogata w beta-karoten na przykład czarną porzeczkę, natkę pietruszki, czerwoną paprykę, brokuły, witaminę D3, cynk, na przykład nasiona roślin strączkowych, orzechy, szpinak, szparagi oraz produkty pełnoziarniste. Wszystko to może wesprzeć młody organizm w walce z chorobą.
Kiedy rodzice bezzwłocznie powinni zgłosić się z dzieckiem do lekarza:
- w przypadku wysokiej gorączki, nie dającej się obniżyć lekami przeciwgorączkowymi,
- uporczywej biegunki i wymiotów,
- zmian skórnych,
- znacznego osłabienia,
- bólu kończyn,
- utrudnionego kontaktu z dzieckiem
- drgawek w przebiegu gorączki




