Będąc w ciąży nie mogłam się doczekać kiedy zobaczę synka. Dzień porodu wyobrażałam sobie jako najpiękniejszy dzień mojego życia- ogrom łez szczęścia i bezgranicznej miłości. Nie myliłam się- to niezapomniane chwile, masa intensywnych uczuć. Sam poród, ze względu na ułożenie dziecka, odbył się przez cesarskie cięcie. Od tego momentu marzenia przysłoniła szara rzeczywistość.
Nie chcę generalizować. Nie wiem, czy w każdym szpitalu położniczym tak wygląda opieka. Ja rodziłam w Poznaniu- w jednej z najbardziej znanych i największych placówek w Wielkopolsce. Pobyt po porodzie wspominam jak zły sen. Młoda, niedoświadczona matka skazana sama na siebie. Brak wsparcia ze strony położnych i lekarzy. Sama cesarka odbyła się szybko i sprawnie. Jednak dlaczego mój największy skarb nie został choć na chwilę położony na skórze mamy? Najpierw zabrany, by po dwóch godzinach samotnie odłożony w łóżeczku. Jego płacz sprawiał, że serce mi się pękało. Bardzo chciałam go przytulić, dotknąć malutką główkę. Brak sił i rwący ból uniemożliwiał kontakt z maleństwem. Mimo ciągłego niepokoju synka, położne pozostawały nadal obojętne. Wówczas zastanawiałam się- dlaczego nikt nie przyjdzie na pomoc? Dlaczego nikt nie przewinie dziecka, gdy od porodu minęło już 8 godzin? Pragnienie było silniejsze. Wstałam, skrzywiona w pół podniosłam synka. Poczucie bezpieczeństwa przez maleństwo- tylko to się liczyło.
Inaczej wyobrażałam sobie opiekę nad kobietą, która właśnie została matką. Zrozumienie, empatia- tego brakowało. Młoda mama zostawiona na próbę- czy o to właśnie chodzi? Czy baby blues i depresja poporodowa nie mają źródła właśnie w tak negatywnych odczuciach po pobycie w szpitalu?
Dom. Na to czekaliśmy z Jankiem od chwili narodzin. Wiedziałam, że właśnie w domu odzyskam spokój. Co prawda- pierwsze dni wcale nie były łatwe. Sama uczyłam się opieki nad synkiem. Próbowałam dostrzec jego potrzeby. Ukoić każdy płacz. Pielęgnacja małego ciałka to także spore wyzwane. Nagle dziecko stało się całym światem. Konieczność natychmiastowej reakcji na potrzeby noworodka, zmęczenie, niewyspanie, totalna zmiana trybu życia. Dotąd, jak każda ciężarna- byłam otoczona opieką, traktowana z wyrozumiałością. Od momentu porodu dostałam przekaz- muszę radzić sobie sama.
Każda matka chce cieszyć się macierzyństwem. Powodzenie lub jego brak w radzeniu sobie z noworodkiem to kwestia dobrej organizacji czasu. Trzeba się tego nauczyć. Obowiązki domowe, mimo pojawienia się dziecka- nie zniknęły. Wręcz ich przybyło. W sumie- stale przybywa. Sprzątnie, pranie, prasowanie… i tak w kółko. Trudno znaleźć czas na wszystko. Czas dla domu, czas dla synka. Ciężko pogodzić opiekę nad dzieckiem i funkcję pani domu. Staram się robić wszystko ‘na raty’. Jak zabiorę się za coś o 8 rano, zdarza mi się kończyć po 19. Nie mniej jednak- z pewnością nie łatwo się przestawić. Każda z nas ma swoje przyzwyczajenia. Dotąd niezależna, sama decydowałam o wszystkim- teraz całkowicie podporządkowana. Dziecko zmienia pogląd na konieczność dotrzymania terminów, bywania na konferencjach i uczestniczenia w spotkaniach. Nic już nie jest tak ważne jak dobre samopoczucie malca, które wiąże się z obecnością mamy.
Obowiązków przybywa i przybywać będzie. W momencie kiedy zostajemy rodzicami- stajemy się odpowiedzialni za nowe życie. Za zdrowie, edukacje, przyszłość małego człowieka.
Narodziny dziecka zmieniają wszystko. Zmieniają się cele i dążenia. Rodzicielstwo zobowiązuje. Początek związany z nową sytuacją jest zdecydowanie najtrudniejszy. Po przejściowym okresie niepewności i lęków – odkrywamy w sobie nieznane dotąd pokłady siły, energii i mocy. Nagle możemy i potrafimy więcej. Trzy godziny ciągłego snu w nocy- to prawdziwy wypoczynek. Nie myślimy o zmęczeniu. To dziecko staje się naszym największym szczęściem. Jako rodzice jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia. Nagrodą jest nasz potomek, który jest i będzie naszą największą dumą.
Autorem artykułu jest Izabela z bloga www.homeandbaby.pl





